poniedziałek, 16 marca 2009

Siurana





Trochę to trwało, ale łapałam równowagę...

Trip do Siurany całkiem całkiem;] Wszystko było BARDZO: duże, długie, wysokie, piennnkne;]
Niestety Potwór padł ofiara podstępnych belgijskich skautów, którzy poruszając się w tajemniczym wehikule zwanym "dajzi miroł" i używając zatrutych żelek mieli nadzieje pozbyć się konkurencji z parkingu.

Slaby akcent to ten z wirusem, który wybrał sobie nas jako nosicieli, eliminując jeden po drugim. Doszukując się plusów można powiedzieć ze nie było nudno... omdlenia na jakiejś stacji we Francji, nieplanowana noc w hotelu...
Ale najlepszy motyw to kompetentni policjanci z niemieckiej drogówki, którym Ryzu tłumaczył co to znaczy Schengen a Potwor tak nasikał na papierek ze 5 ich debatowało co wziął;]