środa, 3 grudnia 2008

Bo podstawa jest plan!




Nieprzewidywalnosc tanich lini lotniczych w polaczeniu z moja nabyta niedawno, ale pielegnowana ignorancja sprawily, ze w drodze do Polski zamiast w Niemczech wyladowalam w Holandii. Powrot mial obyc sie bez niespodzianek...
Tak jak sie nie spodziewalam bylo mi dane spedzic dzien w jednym z ladniejszych miasteczek jakie widzialam- Bergamo.
Pizdzilo nieprzecietnie, warun wyraznie nie sprzyjal, nic jednak nie zepsulo wrazenia! Miejscowka na wypasie! Ciasne, spokojne uliczki, charakterystyczna architektura...
Kiedy noc zapadla i nic podziwiac sie juz nie dalo wsiadlam do autobusu na lotnisko... ale chyba odprezylam sie za bardzo, bo kiedy sie obudzilam bylam na jakiejs "zajezdni" w wiosce pod gorami, dobry kawalek od mojego celu. W tym momencie wyraznie przeszkadzal fakt ze Wlosi nie maja pojecia o angielskim... Uratowal mnie Papiez-Polak, ktory wedlug sympatycznego kierowcy pochodzil z Krakowa i byl wielkim czlowiekiem! (pozdro dla rybci);]

Brak komentarzy: