poniedziałek, 12 stycznia 2009










Trip jak to normalnie w takich wypadkach zapodawał niespodziankami. Slaby skład już wyróżniłam… był jeszcze honorowy patron wyjazdu : Charlie, hardkorowy zawodnik, nielegalny imigrant z bramy w Algecirias.

Wyprawa zaplanowana od początku do końca. W napiętym harmonogramie postawiliśmy na oglądanie znanych budowli…. Nieskromnie twierdze ze odnieśliśmy sukces! Była jedna w Marrakeszu… Piękna! Była tez jedna w Baumalme du dades czy jakoś tak… tez bardzo piękna!
Maroko zaskoczyło różnorodnością! Wydaje się ze w ciągu dwóch tygodni przejechaliśmy przez wszystkie możliwe ukształtowania terenu, przeżywając wszystkie pory roku. Od wybrzeża, przez pustynie, cos w stylu stepow, atlas wysoki, az po zielone laki rodem z reklamy „teraz polska”. Był deszcz, chill w słońcu Marrakeszu, wypizdowa w głębi kraju, zaspy śniegu. Jednym słowem bijutifuul!

Maroko wydaje się tak mocno zachłysnąć bumem turystycznym, ze biała gęba staje się chodzącym naiwniakiem ze zbyt dużą ilością kasy…Wisienka na torcie okazał się szpieg z krainy deszczowców ( koleś stanowił chyba pierwowzór), który wyłudził ode mnie 5 e. Wyłudził…sama na własne życzenie dałam się wychujac. Taka prawda… strasznie mi się przykro zrobiło.

Arabka korzystając z elementu zaskoczenia zrobiła mi wieśniacki tatuaż henna, gwarantując mi tym samym prowadzenie w kategorii najbardziej obciachowego suwenijjra.

Kolo w Tangerze zarzekał się ze jest gorący prysznic… gdy zapytałam co jest grane bo jednak nie ma, odpowiedział:
Ajjj no faktycznie, w tym okresie nie działają.
-A kiedy działają?
–W lecie.

Wen spędził miły czas u niewyżytego golibrody licząc rany na twarzy i żartując na temat raka i AIDS.

Młody naganiacz wywiózł nas na wioskę kusząc tanim noclegiem, po czym składał propozycje nie do odrzucenia jeśli chodzi o ceny posiłków (na wiosce nie uświadczysz ani jednego sklepu).

No i na koniec Arabskie Disco z muzyka na żywo, skrzypcami jakimiś innymi instrumentami zrobionymi z wielbłądów i freestylem wokalisty! Podstawowa zasada w tańcu: „rece trzymać w gorze” warta jest stosowania.

Jak widać… nie było lekko! Przetrwaliśmy tylko chyba dzięki „natural aspiryn” i „Water of life”.

1 komentarz:

fruwoc pisze...

kurde a ja zawsze myślałem że Maroko nie jest skażone turystyczną papką, no ale każdy chce zarobić więc w sumie nie wiem skąd u mnie takie przekonanie ;)