sobota, 31 stycznia 2009

poniedziałek, 26 stycznia 2009

Supermeteor!


Silny jak zwierze, mądry jak on sam!
Jest który jest!
Wieść gminna niesie ze dziś starzeje się troszeczkę,
ale jak powtarza mi pewien Slazak: mężczyzna jest jak wino...

Tak wiec: Sto Lat Meteorze! :D

sobota, 24 stycznia 2009

Valentina!


Wartościowy człowiek, niezawodna koleżanka, szatan wcielony!
Warto było tu przyjechać chociażby po to by poznać osobę, z którą można zrozumieć się bez slow...
Głównie dlatego, ze przyjeżdżając tu nie znałyśmy ich zbyt wiele;]

piątek, 23 stycznia 2009

środa, 21 stycznia 2009

Zawiewa ze wschodu



Odpowiadajac na potrzeby publiki, z czysto pragmatycznych celow utrzymania poziomu fejmu zamieszczam kolejne zdjecie z serii "ja w Madrycie".
Przy okazji w tle mozna podziwiac slynna budowle z bogata historia.

Poniewaz tutaj tez czasami zimno...czas chyba pomyslec o powrocie.

Hiszpanie przezywaja ze od 30 lat nie bylo tak srogiej zimy i niskich temperatur bo zdadzaja sie dni kiedy spada nawet do plus 5 stopni! Zdarzaja sie...norma to 10-14. Rozpisuja sie w gazetach jak to im ciezko,jak niesprawiedliwy jest los i czemu sa oni winni zeby zyc w tak srogich warunkach. Na calym tym narodowym nieszczesciu korzystaja tylko chinczycy, ktorzy okupuja stacje metra sprzedajac te swoje czapki i rekawiczki jakosci oczywiscie najwyzszej.
Okazja nie mala to tez sobie nabylam!

niedziela, 18 stycznia 2009

Wokalistka w ogolnonarodowym stroju druzyny bogobojnej wdowy



Rodzi sie pewne pytanie: w jakim celu pani zaklada kapcie.... wedlug Marty to kwestia akustyki...

wtorek, 13 stycznia 2009

Wrazen kilka


Manifa- przyjazni z Izraelem chyba nie planuja...




poniedziałek, 12 stycznia 2009










Trip jak to normalnie w takich wypadkach zapodawał niespodziankami. Slaby skład już wyróżniłam… był jeszcze honorowy patron wyjazdu : Charlie, hardkorowy zawodnik, nielegalny imigrant z bramy w Algecirias.

Wyprawa zaplanowana od początku do końca. W napiętym harmonogramie postawiliśmy na oglądanie znanych budowli…. Nieskromnie twierdze ze odnieśliśmy sukces! Była jedna w Marrakeszu… Piękna! Była tez jedna w Baumalme du dades czy jakoś tak… tez bardzo piękna!
Maroko zaskoczyło różnorodnością! Wydaje się ze w ciągu dwóch tygodni przejechaliśmy przez wszystkie możliwe ukształtowania terenu, przeżywając wszystkie pory roku. Od wybrzeża, przez pustynie, cos w stylu stepow, atlas wysoki, az po zielone laki rodem z reklamy „teraz polska”. Był deszcz, chill w słońcu Marrakeszu, wypizdowa w głębi kraju, zaspy śniegu. Jednym słowem bijutifuul!

Maroko wydaje się tak mocno zachłysnąć bumem turystycznym, ze biała gęba staje się chodzącym naiwniakiem ze zbyt dużą ilością kasy…Wisienka na torcie okazał się szpieg z krainy deszczowców ( koleś stanowił chyba pierwowzór), który wyłudził ode mnie 5 e. Wyłudził…sama na własne życzenie dałam się wychujac. Taka prawda… strasznie mi się przykro zrobiło.

Arabka korzystając z elementu zaskoczenia zrobiła mi wieśniacki tatuaż henna, gwarantując mi tym samym prowadzenie w kategorii najbardziej obciachowego suwenijjra.

Kolo w Tangerze zarzekał się ze jest gorący prysznic… gdy zapytałam co jest grane bo jednak nie ma, odpowiedział:
Ajjj no faktycznie, w tym okresie nie działają.
-A kiedy działają?
–W lecie.

Wen spędził miły czas u niewyżytego golibrody licząc rany na twarzy i żartując na temat raka i AIDS.

Młody naganiacz wywiózł nas na wioskę kusząc tanim noclegiem, po czym składał propozycje nie do odrzucenia jeśli chodzi o ceny posiłków (na wiosce nie uświadczysz ani jednego sklepu).

No i na koniec Arabskie Disco z muzyka na żywo, skrzypcami jakimiś innymi instrumentami zrobionymi z wielbłądów i freestylem wokalisty! Podstawowa zasada w tańcu: „rece trzymać w gorze” warta jest stosowania.

Jak widać… nie było lekko! Przetrwaliśmy tylko chyba dzięki „natural aspiryn” i „Water of life”.
Rada nadzorcza




Sniadanie w Marrakeszu



Wodzirej i dusza towarzystwa. Bok mozna zerwac.





Wen robi mi wiesniacki tatuaz



Emosylwester


Atmosfera żałosna zero akcentów humorystycznych

Co tu dużo mówić: było słabo!
Zdecydowanie największy zawód: GRUPA!, której niesmaczne zachowanie i żarty niskiego lotu były po prostu nie na miejscu!
Nieustanna rywalizacja kto zobaczy więcej, rzekłbyś wyścig szczurów!
... ale czego można by się spodziewać po takiej ekipie...

Koles GIT znany jako "Wen nawet dobry kot", cały czas starał się nam zaimponować... to starcie z rzeźnikiem golibroda to znów akcje na wyżynach! Dla fejmu zrobi wszystko!




Teresa czyli "królik podróżnik", decydent, król arabskiego dance flooru
(na zdj. po lewej)




Ewka, Mistrzyni Polski Południowej w rzucie piłką palantowa




i najsłabsze ogniwo... ja! nawet w statki jestem cienka!

by crullu