poniedziałek, 21 grudnia 2009

Metoda kija i kija.













Tych rzezimieszków spotkałam w parku. Mieli zajęcia szkolne akurat w tym samym miejscu, w któym ja postanowilam odpocząć od huku i zanieczyszczeń. Nagle zjawiła się cała chamara uczniów. Bez przesady było ich grubo ponad 300! Jeśli chodzi o nauczycieli to, "na oko", przypadał jeden na 50 uczniów. Cięcia w nauczycielskich etatach rekompensowane są ich wyposażeniem... Każdy belfer ma w ręku drewnianą deskę wdługości ok. 30 cm. (Swoją drogą ciekawe czy zamawiają je w jakieś hurtowni, bo wszystkie były identyczne). Z tego co widziałam nie ograniczają się w ich użyciu ani sile... "Piorą" gdzie popadnie: plecy, głowa, ręcę, byle trafić gdziekolwiek.
Indyjska dyscyplina...
Jeśli chodzi o ich stosunek do mnie to jestem dla nich chodzącą atrakcją: nie dojść, że biała to jeszcze taka wielka!
(Hindusi to malućki naród. Średnia wzrostu dla mężczyzny to 1.612 m, dla kobiety 1.521 m.)
Na dodatek, są bardzo otwarci.
Słyszałam, że na północy ludzie każą sobie płacić za możliwość zrobienia im zdjęcia, tutaj nie ma takiego problemu.
Witają się, zagadują, sami proszą żeby robić im foty. Odnajdują w tym jakąś dziwną frajdę;] Jestem przybyszem więc jakże miałabym się sprzeciwiać;]

2 komentarze:

Pan Kupa pisze...

Zalatw sobie taka deske, przyda sie na Jarka.

Paulinda pisze...

Póki co nie sprawia kłopotów wychowawczych... czas pokaże;]